Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła funkcjonowanie Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych (SOR). Kontrola wykazała, że głównym problemem systemu jest chroniczny brak lekarzy posiadających kwalifikacje do pracy w ratownictwie medycznym.
Prowadzi to – podkreśla NIK – do przeciążenia personelu i organizowania pracy z naruszeniem zasad bezpieczeństwa.
Lekarz nieprzerwanie pracował przez 144 godziny
W części szpitali lekarze pracowali na SOR-ach nieprzerwanie ponad 24 godziny. Często dyżury trwały około 50 godzin, a odnotowano przypadki pracy przez 72 godziny. Zdarzały się też dyżury trwające 96 godzin.
Skrajny przypadek dotyczył szpitala powiatowego w Sulęcinie, gdzie lekarz wykonywał pracę nieprzerwanie przez 144 godziny, czyli 6 dób.
NIK podkreśla, że choć lekarze zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych nie podlegają przepisom Kodeksu pracy dotyczącym odpoczynku, to tak długi czas pracy może prowadzić do przemęczenia, obniżenia jakości udzielanych świadczeń oraz stwarzać zagrożenie zarówno dla pacjentów, jak i samych lekarzy.
Brak lekarza zatrudnionego wyłącznie na SOR-ach
Kontrola wykazała, że w trzech z pięciu skontrolowanych szpitali zdarzały się przypadki braku stałej obecności tzw. lekarza systemu. W jednej placówce podczas analizy 430 dni stwierdzono aż 74 przypadki, gdy wymagany lekarz nie był obecny.
W czterech szpitalach zdarzały się dni, kiedy na SOR nie było lekarza zatrudnionego wyłącznie na tym oddziale, a pacjentów obsługiwali lekarze wzywani z innych oddziałów.
NIK wykryła praktykę polegającą na łączeniu etatu z umowami cywilnoprawnymi. Schemat wyglądał następująco: lekarz pracował na etacie 7 godzin i 35 minut, następnie rozpoczynał wielogodzinny dyżur na podstawie kontraktu, bez wymaganej 11-godzinnej przerwy.
W efekcie czas nieprzerwanej pracy wynosił: ponad 31 godzin. W skrajnych przypadkach nawet 55 godzin. Dotyczy to lekarzy zatrudnionych na etacie i kontrakcie.
Lekarze nie chcą pracować na oddziałach ratunkowych
Kontrola NIK wykazała również nieprawidłowości wobec NFZ. Do umów z NFZ wpisywano lekarzy, którzy w rzeczywistości nie pełnili dyżurów. Korzystano z personelu niezgłoszonego do kontraktu z NFZ i planowano dyżury zakładające brak wyodrębnionej obsady lekarskiej SOR.
Według NIK podstawową przyczyną problemów, z jakimi zmagają się SOR-y, jest niedobór lekarzy chcących pracować w ratownictwie medycznym. Żeby utrzymać ciągłość działania SOR-ów, szpitale są zmuszone do organizowania bardzo długich dyżurów oraz korzystania z lekarzy innych oddziałów.
Izba wskazuje, że obecny model funkcjonowania oddziałów ratunkowych staje się coraz trudniejszy do utrzymania.
SOR-y alternatywą dla kolejek w przychodniach
Brak lekarzy to tylko jedna strona problemu SOR-ów. Druga jest ich przeciążenie SOR-ów. Z kontroli NIK wynika, że niemal połowa pacjentów, którzy tam trafiali, nie potrzebowała pomocy.
„Spośród osób przewiezionych przez zespoły ratownictwa medycznego ponad sześć na dziesięć nie wymagało dalszej hospitalizacji, a tylko 6,2 proc. pacjentów znajdowało się grupie najwyższego zagrożenia zdrowotnego” – stwierdzili kontrolerzy.
Najwięcej chorych przypadało na dni robocze w porze dziennej, co oznacza, że SOR-y były traktowane jako alternatywa dla kolejek w przychodniach.


Napisz komentarz
Komentarze