Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
niedziela, 23 sierpnia 2026 15:14
Reklama
Reklama

Armagedon w szpitalach. Dyrektorzy wychodzą na ulice ratować resztki systemu

Nadchodzi największy bunt medyczny od lat. Polska ochrona zdrowia znalazła się nad przepaścią, a dyrektorzy placówek mają dość przerzucania odpowiedzialności na samorządy. "System stał się totalnie nieprzewidywalny" – alarmują organizatorzy protestu, zapowiadając walkę o finansowanie, które pozwoli szpitalom przetrwać.
Armagedon w szpitalach. Dyrektorzy wychodzą na ulice ratować resztki systemu
Chaos w szpitalach i brak strategii rządu.

Autor: Canva

Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych wspólnie ze Związkiem Powiatów Polskich zapowiedzieli – jak podało RMF FM – demonstrację przed Ministerstwem Zdrowia. Protest odbędzie się 3 marca. I według organizatorów może być największym protestem pracowników szpitali od lat. 

Z jakimi postulatami pojawią się w Warszawie dyrektorzy szpitali powiatowych?

System stał się totalnie nieprzewidywalny

Przede wszystkim domagają się pilnych działań naprawczych i dodatkowego wsparcia finansowego dla tonących w długach placówek. Ostrzegają, że utrzymywanie takiej sytuacji grozi paraliżem szpitali powiatowych i zagraża bezpieczeństwu pacjentów.

– System stał się totalnie nieprzewidywalny. Zamykają się oddziały położnicze w sposób totalnie niekontrolowany. Musimy zwrócić uwagę społeczeństwu, że szpitale powiatowe toną i utoną zupełnie, jeśli czegoś nie zrobimy podkreśla w rozmowie z RMF FM Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. 

Związek Powiatów Polskich już 21 stycznia wezwał rząd do natychmiastowych działań. Argumentował, że odkładanie decyzji może zakłócić pracę szpitali w całym kraju.

Waldemar Malinowski przywołuje tu trwający proces likwidacji oddziałów położniczych. Jest to robione chaotycznie i pozbawione centralnej koordynacji. 

Widzimy ułomność systemu, nie widzimy strategii

Formalnie odpowiedzialność jest przerzucana na samorządy, ale w praktyce są one zmuszane do podejmowania takich decyzji przez niskie wyceny świadczeń i malejącą liczbę porodów. 

– Nie ma rozwiązania systemowego, dopiero zaczyna się o tym mówić – podkreśla.

Proponowane przez administrację publiczną pokoje narodzin czy organizacja transportu pacjentek specjalistycznymi karetkami typu N są w obecnych realiach finansowych trudne do wdrożenia. 

– Widzimy ułomność systemu i brak perspektyw, jeśli chodzi o szpitale powiatowe. Nie widzimy jakiejkolwiek strategii – podsumowuje prezes OZPSP.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

medyk 04.02.2026 11:58
Bo problem jest w niedoszacowaniu procedur. Jeśli wyceny świadczeń nie pokrywają kosztów personelu i prądu, to nawet najlepszy dyrektor nie wyjdzie na zero. To błąd systemowy, a nie zarządczy.

Marika 04.02.2026 08:31
Dokładnie, zamykanie porodówek to przede wszystkim wyrok na małe miejscowości. Gdzie mamy rodzić? W drodze do wojewódzkiego?

FACEBOOK
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
NAPISZ DO NAS

Zapraszamy do kontaktu!

Reklama