Te zmiany wynikają z unijnej „dyrektywy śniadaniowej”, którą właśnie wprowadzamy w życie. Obejmuje ona m.in. miody, soki, dżemy.
Miód należy do produktów najczęściej fałszowanych na świecie
Nowe przepisy mają ujednolicić standardy jakości w całej Unii Europejskiej i informacje, jaka trafia do kupujących. A także skończyć z ukrywaniem pochodzenia miodu i ułatwić klientom świadome zakupy.
W oceni Komisji Europejskiej, miód należy do produktów najczęściej fałszowanych na świecie. Dotychczasowe oznaczenia nie pozwalały kupującym ocenić, czy kupują miód pochodzący z lokalnych pasiek, czy produkt oparty głównie na imporcie z państw trzecich.
Co prawda przepisy wejdą w życie 14 czerwca 2026 roku, ale nie dotyczą one produktów, które już są na półkach sklepowych. Te będą w sprzedaży do wyczerpania zapasów.
Co ta zmiana oznacza dla miłośników miodu?
Po pierwsze – to koniec z ogólnikami typu „mieszanka miodów z UE i spoza UE”. Do tej pory producenci mogli ograniczyć się do takiego właśnie oznaczenia. Od 14 czerwca będzie to niemożliwe.
Na etykiecie trzeba będzie podać wszystkie kraje pochodzenia miodu, jeśli jest to mieszanka i procentowy udział miodu z każdego kraju. Te informacje mają być przedstawione w kolejności malejącej według udziału w produkcie.
Przykładowo etykieta może wyglądać tak: Polska – 60 proc., Ukraina – 25 proc., Chiny – 15 proc.
Po drugie, od 14 czerwca – jak podaje Portal Spożywczy – miód poddany intensywnej filtracji nie będzie mógł być sprzedawany jako miód odmianowy, np. lipowy czy akacjowy. Bo filtracja usuwa znaczną część pyłku kwiatowego. A to wpływa na wygląd produktu i utrudnia określenie jego pochodzenia.
Co ważne, nowe przepisy nie zmienią klasyfikacji miodów. Nadal będą to miody nektarowe, spadziowe czy mieszane. A także podzielone według sposobu pozyskania, np. sekcyjne, z plastrami, odsączane, wytłaczane lub odwirowane.
Niektórzy po raz pierwszy zobaczą, jaki miód kupują
Kupując miód po 14 czerwca, będzie łatwiej będzie nam sprawdzić, skąd rzeczywiście pochodzi produkt, czy jest to miód z jednego kraju, czy mieszanka, wreszcie jaki jest udział poszczególnych państw w tej mieszance.
Zapewne wiele osób po raz pierwszy zobaczy, że miód kupowany w sklepie może zawierać surowiec pochodzący z kilku różnych części świata.
W praktyce oznacza to większą transparentność, ale nie zakaz sprzedaży miodów importowanych. Te nadal będą dostępne, tyle że ich pochodzenie będzie musiało zostać jasno wskazane na etykiecie.


Napisz komentarz
Komentarze