Coraz więcej lodu i prognozowany spadek temperatury przyspieszyły wprowadzenie zakazu żeglugi na dolnym i granicznym odcinku Odry.
Śryż – cichy wróg żeglugi
Choć dla spacerowiczów zamarzająca rzeka wygląda malowniczo, dla hydrologów to sygnał alarmowy. Obecnie najpoważniejszym problemem jest śryż – gąbczasta masa lodu powstająca w toni wodnej, która błyskawicznie zbija się w tzw. krążki śryżowe. Na dolnym odcinku Odry ta lodowa papka utworzyła już 60 kilometrów zwartej pokrywy.
Taka struktura jest wyjątkowo zdradliwa. Potrafi w krótkim czasie zablokować koryto rzeki, spiętrzyć wodę i doprowadzić do nagłego zalania nadbrzeżnych terenów. Właśnie dlatego Urząd Żeglugi Śródlądowej podjął radykalną decyzję: całkowity zakaz poruszania się jednostek na kluczowych szlakach, m.in. na Regalicy, Parnicy i Odrze Zachodniej.
„Stanisław” i „Odyniec” przecierają szlaki
W czwartkowy poranek ciszę nad Odrą przerwał ryk potężnych silników. To lodołamacze wypłynęły na tzw. rozruch technologiczny – kluczowy etap przygotowań przed głównym uderzeniem odwilży.
Lodołamacz „Stanisław” jako jednostka czołowa o imponującej mocy blisko 1600 KM, tnie taflę lodu niczym nóż. Jego zadaniem jest kruszenie litych bloków i wyznaczanie głównej rynny.
Lodołamacz „Odyniec”: Jednostka liniowa o mocy 1060 KM, która pełni rolę wsparcia. Podąża za „Stanisławem”, rozbijając mniejsze fragmenty i spychając krę tak, by nie blokowała przejścia innym.
Wcześniej w gotowości zameldował się także „Dzik”, patrolując odcinek od Szczecina do Widuchowej. Łącznie do ochrony Odry oddelegowano siedem jednostek, które tworzą szczelną barierę ochronną regionu.
Strategiczna kolejność: Najpierw Jezioro Dąbie
Akcja lodołamania to proces zaplanowany z matematyczną precyzją. Specjaliści z Wód Polskich przypominają, że nie można zacząć kruszenia lodu w dowolnym miejscu.
Zawsze zaczyna się od „dołu”, czyli od strony ujścia. Pierwszym celem jest Jezioro Dąbie w Szczecinie. Dlaczego? Ponieważ to tutaj musi powstać wolna przestrzeń, która przyjmie krę spływającą z górnego biegu rzeki. Gdyby lodołamacze zaczęły pracę wyżej, pokruszony lód nie miałby gdzie odpłynąć, tworząc gigantyczny zator.
Czekając na odwilż
Obecne działania to „próba sił”. Prawdziwa walka rozpocznie się za około 10 dni, kiedy prognozy zapowiadają wzrost temperatury. To wtedy lodołamacze będą musiały pracować na najwyższych obrotach, by sprawnie odprowadzić topniejący lód do morza i nie dopuścić do lokalnych podtopień.
Na ten moment Odra pozostaje zamknięta dla barek i statków turystycznych. Rządzi tu stal, mróz i doświadczenie załóg polskich lodołamaczy.






Napisz komentarz
Komentarze