Jedną z najbardziej poruszających historii ostatnich dni opisał poseł Łukasz Litewka, który od lat angażuje się w pomoc zarówno ludziom, jak i zwierzętom.
„Śnieżynka, bo tak ją nazwano, leżała w zaspie przy torach prawie dwa dni. Nikt się nią nie zainteresował” – napisał 6 stycznia. Jak relacjonował, starszego psa zauważyła dopiero młoda dziewczyna – Kornelia, która zabrała go do domu.
„Tak wygląda pies, który w swojej bezradności zamarza. (…) Dla Śnieżynki było już za późno, ale dzięki takim ludziom jak Kornelia, ten ostatni raz zasnęła w cieple” – dodał poseł.
Pies mieszkający w starym wychodku
Tego samego dnia Litewka opisał kolejną interwencję. Tym razem bohaterką była pani Marianna, która podczas wizyty u wulkanizatora natknęła się na błąkającego się młodego psa. Trop doprowadził ją do jego „domu”.
„Tak, ten pies mieszkał w starym wychodku na środku pola. Jest -8 stopni” – relacjonował poseł.
Zwierzę było przerażone, wychudzone i przez dłuższy czas nie dawało się złapać. Kobieta ogrzała psa, umyła i zapewniła mu opiekę, ale nie mogła go zatrzymać na stałe.
„Niech jej trud nie pójdzie na marne. Szukamy domu. Ktoś go szczerze pokocha i da mu dom?” – apelował Litewka, podkreślając, że pomoże w leczeniu i przygotowaniu psa do adopcji.
Schroniska alarmują: psy mogą nie przetrwać mrozów
W kolejnych dniach poseł informował o dramatycznej sytuacji schronisk. 8 stycznia nagłośnił apel schroniska w Borku koło Krakowa, gdzie przy temperaturach sięgających -13°C nie wszystkie boksy były ogrzewane.
„Nie wszystkie psy dadzą radę. Wrzucam, bo to nic nie kosztuje, a jedno kliknięcie może uratować życie” – pisał, podając numer telefonu i adres schroniska.
Jeszcze bardziej dramatyczny był apel z 10 stycznia dotyczący schroniska Kocham Psisko w Mąkosach Nowych pod Radomiem. Placówka została zamknięta przez właściciela już kilka miesięcy temu, a około 260 psów zostało praktycznie bez opieki.
„Dziś jest tam -20°C. To jest ich być albo nie być. Tam nie ma nikogo, one zostały same” – alarmował Litewka, informując o interwencji Pogotowia dla Zwierząt i pilnej potrzebie adopcji.
I... udało się! Tylko w jeden weekend 150 psów wyjechało z tego schroniska „za lepszym życiem. Do klinik, do kochających domów, do miejsc z których mają większe szanse na dom”.
Głos samorządowców i hejt w sieci
Do apeli dołączył także Damian Żurawski, radny miejski z Sosnowca. 8 stycznia zwrócił uwagę na dramatyczną sytuację Fundacji Pod Psią Gwiazdą, która szukała domów tymczasowych na czas mrozów.
„Zamiast wsparcia pojawia się hejt. Komentarze o „niepotrzebnych kundlach” bolą, bo tu chodzi o żywe istoty, które po prostu marzną” – pisał radny, apelując o udostępnianie postów i realną pomoc.
Solidarność, która ratuje życie
Obok dramatów pojawiają się jednak także historie dające nadzieję. W kolejnych dniach Litewka i Żurawski informowali o efektach akcji „mrozy” w całej Polsce. W Krakowie przed schroniskiem ustawiały się kolejki chętnych do pomocy, w Łodzi… zabrakło psów na spacer, bo tylu ludzi przyszło wesprzeć akcję #ROZGRZEJsŁODZIAKA.
Symbolicznym obrazem tej zimy stało się zdjęcie z Lidzbarskiego Przytuliska dla Zwierząt, gdzie wszystkie kojce były puste, bo psy trafiły do domów tymczasowych. Podobnie było w TOZ Lubin czy w schronisku w Celestynowie, gdzie akcję bardzo aktywnie wsparła Doda.
Zima trwa. Każdy dzień ma znaczenie
Trwająca zima pokazuje dwie twarze: obojętność, która zabija, i empatię, która ratuje życie. Zamarznięta Śnieżynka, psy w nieogrzewanych boksach i setki dramatycznych apeli są dowodem na to, że problem nie jest abstrakcyjny – dzieje się tu i teraz.
Jednocześnie tysiące ludzi w całej Polsce udowadniają, że czasem wystarczy jedno kliknięcie, jeden telefon, jedno otwarte mieszkanie, żeby ktoś – człowiek czy zwierzę – przetrwał najtrudniejszą noc zimy.






Napisz komentarz
Komentarze