Rutynowa kontrola drogowa zakończyła się nie tylko zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego, ale i poważnymi kłopotami dla pracownika stacji diagnostycznej. Policjanci rozpoczęli szeroko zakrojoną akcję weryfikacji badań technicznych, a pierwszy „wpadł” diagnosta, który dopuścił do ruchu niesprawne Audi.
Akcja ma na celu eliminację aut niespełniających norm oraz ukrócenie procederu wystawiania zaświadczeń o sprawności „na piękne oczy”. Tak koszalińska policja wypowiedziała wojnę pojazdom, które mimo posiadania ważnej pieczątki w dowodzie, stwarzają zagrożenie na drodze.
Audi z „wadami”, których diagnosta nie widział
Podczas jednej z pierwszych kontroli w ramach nowych działań, funkcjonariusze zatrzymali do sprawdzenia samochód marki Audi. Choć auto niedawno przeszło badanie techniczne z wynikiem pozytywnym, stan faktyczny drastycznie odbiegał od tego w dokumentacji.
Główne zastrzeżenia policjantów wzbudziły:
- Zbyt przyciemnione szyby boczne przednie, które ograniczają widoczność kierowcy, szczególnie po zmroku.
- Nieprawidłowo zmodyfikowany układ wydechowy, który przekraczał dopuszczalne normy hałasu i emisji.
Poważne konsekwencje dla pracownika stacji
Sprawa nie zakończyła się na zwykłym mandacie dla kierowcy. Policjanci przeprowadzili na miejscu czynności procesowe i zabezpieczyli dowody, które mogą świadczyć o popełnieniu przestępstwa przez diagnostę.
„Diagnosta dopuścił niesprawny pojazd do ruchu, wykazała to kontrola drogówki. Działania ukierunkowane są na weryfikację prawidłowości przeprowadzania badań technicznych pojazdów oraz eliminowanie z ruchu samochodów, które nie spełniają wymaganych norm bezpieczeństwa” – wyjaśnia asp. Izabela Sreberska.
Co dalej ze stacją diagnostyczną?
Informacja o incydencie trafi teraz do Wydziału Komunikacji Urzędu Miejskiego w Koszalinie. Stacji grożą surowe konsekwencje administracyjne, a o losie diagnosty – któremu może grozić nawet utrata uprawnień i odpowiedzialność karna – zadecyduje sąd.
Mundurowi zapowiadają, że to dopiero początek. Kontrole będą kontynuowane i rozszerzane na kolejne punkty w regionie. Przekaz jest jasny: nie ma przyzwolenia na przymykanie oka na usterki, które mogą kosztować kogoś życie na drodze.






Napisz komentarz
Komentarze