Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
niedziela, 23 sierpnia 2026 15:16
Reklama
Reklama

Koniec dramatu strażnika granicznego. Sąd uznał zeznania przestępców za niewiarygodne i fałszywe

Zniszczona kariera, 13 lat w sądach i walka o godność, która zdawała się nie mieć końca. Krzysztof Brańka, wzorowy funkcjonariusz Straży Granicznej, został oskarżony na podstawie zeznań ludzi, których sam wsadzał za kratki. Dziś Sąd Apelacyjny w końcu przeciął tę pętlę milczenia. Poznaj kulisy sprawy, która obnaża słabość systemu opierającego się na słowie przestępcy przeciwko mundurowemu.
Koniec dramatu strażnika granicznego. Sąd uznał zeznania przestępców za niewiarygodne i fałszywe
Uniewinniony.

Autor: Na Miejscu Zbrodni, Rafał Zalewski, Facebook

Źródło: Na Miejscu Zbrodni - Rafał Zalewski - profil Facebook

Sąd oczyścił funkcjonariusza Straży granicznej. Sprawa oparta na zeznaniach przestępców zakończyła się pełnym uniewinnieniem.

Krzysztof Brańka przez ponad 20 lat służył w Straży Granicznej. Awansował na stanowisko zastępcy komendanta placówki w Sławatyczach, gdzie odpowiadał m.in. za zwalczanie nielegalnej migracji i działalności zorganizowanych grup przestępczych.

Był wielokrotnie nagradzany i odznaczany, w tym przez Prezydenta RP. Otrzymał m.in. Brązowy Krzyż Zasługi. A jego działania uderzały w grupy zajmujące się przemytem ludzi, dla których ten proceder oznaczał ogromne zyski.

To właśnie osoby związane z tym środowiskiem stały się później kluczowymi świadkami oskarżenia.

Zatrzymanie i zarzuty

21 października 2013 roku funkcjonariusz został zatrzymany przez antyterrorystów i przewieziony do prokuratury w Lublinie. Usłyszał zarzut przyjęcia łapówki w zamian za przekazywanie informacji o działaniach Straży Granicznej. Sprawa dotyczyła kwoty... 500 złotych.

Jak relacjonował w późniejszych wypowiedziach medialnych sam Brańka, zarzuty uznał za absurdalne. Oskarżenie opierało się głównie na zeznaniach przestępców, których wcześniej zatrzymywał.

Lata walki i wątpliwości

Postępowanie ciągnęło się przez lata i budziło liczne kontrowersje. W jego trakcie jeden ze świadków – przemytnik – wycofał swoje zeznania, przyznając, że były nieprawdziwe.

Mimo to w 2020 roku zapadł wyrok skazujący – 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności. Apelacja nie przyniosła zmiany rozstrzygnięcia.

Przełom nastąpił dopiero w Sądzie Najwyższym. Ten uznał, że wcześniejszy proces był rażąco nierzetelny, uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Sąd Apelacyjny: brak podstaw do skazania

1 kwietnia 2026 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie wydał prawomocny wyrok uniewinniający. Tym samym potwierdził wcześniejsze ustalenia Sądu Najwyższego i zakończył wieloletni proces.

Z informacji przekazywanych mediom wynika, że sprawa miała dla Krzysztofa Brańki i jego rodziny ogromne znaczenie, a sam zainteresowany po latach walki mówił o chęci powrotu do normalnego życia.

13 lat, których nie da się cofnąć

Choć wyrok kończy sprawę, pozostają pytania o jej przebieg i konsekwencje. Przez ponad dekadę życie zawodowe i prywatne byłego funkcjonariusza pozostawało pod ciężarem zarzutów.

Niewykluczone, że kolejnym etapem będą roszczenia wobec Skarbu Państwa. Na razie jednak – jak wynika z jego wcześniejszych wypowiedzi – najważniejsze jest odzyskanie spokoju. Bo choć sąd oczyścił go z zarzutów, lat stresu i walki o dobre imię nie da się już odzyskać.

Sprawą zajmował się dziennikarz Rafał Zalewski, który prowadzi fanpage podcastu Na Miejscu Zbrodni. Kulisy były przedstawiane m.in. w reportażu programu „Interwencja” Telewizji Polsat.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

tak 09.04.2026 08:59
tylko współczuć

Gil 08.04.2026 19:53
Przykład tej sprawy to podręcznikowy dowód na to, jak niebezpieczne dla stabilności państwa jest opieranie aktów oskarżenia wyłącznie na tzw. dowodach osobowych pochodzących ze środowisk przestępczych. Gdy prokuratura bezkrytycznie przyjmuje narrację osób skazanych jako jedyną podstawę zarzutów wobec funkcjonariusza o nieposzlakowanej opinii, otwiera puszkę Pandory. W tym przypadku mechanizm weryfikacji zawiódł na wielu etapach, a fakt, że dopiero Sąd Najwyższy musiał wytknąć „rażącą nierzetelność”, świadczy o głębokim kryzysie instancyjnej kontroli wyroków. To sygnał ostrzegawczy dla całego systemu: wiarygodność świadka musi być badana przez pryzmat jego motywacji, zwłaszcza gdy oskarża on osobę, która bezpośrednio uderzała w jego nielegalne interesy.

BM 08.04.2026 23:24
Dokładnie tak!

FACEBOOK
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
NAPISZ DO NAS

Zapraszamy do kontaktu!

Reklama